SAW #21 MARIUSZ NIKODEM VS MARCIN TOMCZYK.

W skrócie o moim gościu:
Marcin Tomczyk – zawodnik i trener Muay Thai.


Cześć Marcinie, jesteś pierwszą osobą nominowaną do wywiadu. Nominowała Cię Agata Perenc (Wywiad), która pewnie będzie czytać ten wywiad, więc co chciałbyś jej powiedzieć? Możesz przeklinać.


Cześć Mariusz, fajnie być czasem w czymś pierwszym. Chociażby w byciu nominowanym. Dziękuję za zaproszenie, a Agata musi pamiętać, że karma zwykle wraca.

Chyba dość często w swoim życiu bywałeś pierwszy, prawda? Ale nie będę o to na razie dopytywał. Zapytam o bycie drugim. Jakie to było dla Ciebie uczucie? Co wywoływało i jak sobie z tym radziłeś?


Tak, dość często bywałem, również pierwszym w bywaniu głupcem. Do dziś bywam. Nie zawsze jest tak samo. Składa się na to wiele czynników. Ważne, by z bycia drugim wyciągnąć tak samo wiele, jak z bycia na najwyższym miejscu. Wówczas wciąż masz poczucie bycia pierwszym. Przed sobą.


Jak szybko to do Ciebie doszło, że z bycia drugim też można wyciągnąć cenne wskazówki na przyszłość? Łatwiej jest zaakceptować swoją „przegraną” czy swojego ucznia?


Chyba zawsze miałem tego świadomość, a umiejętność radzenia sobie z tą sytuacją rozwijałem w sobie przez lata. Dziś, jeśli się zdarzy, to po prostu jestem drugi. Ktoś był lepszy. Dużo ciężej pogodzić się z poczuciem pokrzywdzenia, oszustwa. Myślę, że ludzie chcący być lepsi, dążący do podnoszenia swoich umiejętności, kwalifikacji, już na starcie godzą się z tym, że w byciu pierwszym, jest wkomponowane bycie drugim, jako niezbędny element ich nauki. Moi uczniowie, to ich walki, ich kawałek życia. Gdy przegrywają, mogę być przy nich, ale to oni muszą uczyć sobie radzić z tym, jak ponosić porażki, jak po nich wstawać, jak stawać się mądrzejszym. Myślę, że reagują zawsze adekwatnie do swej gotowości na taką sytuację. Jeśli mogę ich wspomóc w jakiś sposób swoim doświadczeniem, to chętnie służę. Mam wrażenie, że mam bardzo mądrych uczniów, a nawet mądrzejszych ode mnie. Staram się akceptować to, co się dzieje, jako pewną konieczność, której czasem nie końca rozumiem. A więc i porażki moich uczniów i swoje.


Kiedyś napisałem na FB, że jeżeli miałbym nauczyć kogoś jednej rzeczy to chciałbym nauczyć go akceptacji. Uważam, że jest to kluczowe. Jednocześnie chcę zaznaczyć, że akceptować nie oznacza nic z tym nie robić. Jakie były najważniejsze lekcje w Twoim życiu?


Też tak uważam. Akceptacji wciąż się uczę. Nie zawsze jest to łatwe. Wiesz, największe lekcje, to są te dość trudne lekcje od życia. Okazuje się, że nauka czasem, a może zazwyczaj, odbywa się „z kolan” na które bywamy rzuceni, z bycia drugim, z pewnego dyskomfortu, z radzenia sobie, ze zmaganiem się. Być może człowiek nie tylko raz rodzi się w bólach? Jest też jednak i nauka radosna. O dziwo, pamiętam takie małe lekcje z mojego życia, jak uśmiech od kogoś obcego na ulicy, przypadkowe rozmowy w windzie. Może nie były to wielkie lekcje, ale nauczyły mnie, by uśmiechać się do ludzi, zauważać ich, rozmawiać z nimi, ot tak, na ulicy, w sklepie, w windzie, w naszej codzienności.

Która rozmowa z tych „przypadkowych” najbardziej utkwiła Ci w głowie, w sercu?


Próbuję wybrać jedną, ale nie potrafię. To kategoria raczej emocjonalnego poczucia, że wydarza się coś, co pozwala przekroczyć granice naszej społecznej hermetyczności, asekuracji, strachu przed pokazaniem się, zaryzykowaniem, bycia wrażliwym. To takie sytuacje, po których wychodzisz z uśmiechem, a wcześniej byłeś ty, lub twój rozmówca na drugim biegunie. Rozmowy są czasem o niczym, bo są tylko tłem. Czasem jest to tylko gest na ulicy. Miewam nieodparte wrażenie, że życie składa się z tych najmniejszych, niemal niezauważalnych gestów, a nie z przerysowanych, krzyczących form.

Chodzi o poczucie przynależności, bliskości, bycia jednym organizmem?


Raczej poczucie wspólnoty, człowieczeństwa, prostoty, zwykłej życzliwości.

Zapytałem się Ciebie kiedyś o to co byś zmienił w świecie. Chciałbym abyś o tym jeszcze raz opowiedział, ok?


Pamiętam, ale nie wiem, czy dziś odpowiedziałbym na to pytanie w ten sam sposób, bo chyba mimo wszystko, nie chciałbym zmieniać świata, a siebie. Wiem, omijam pytanie! Mogę mówić o tym, by ludzie traktowali się tak samo, nie zważając na to, jaki mają kolor skóry, przekonania, wierzenia, płeć, pochodzenie, stan majątkowy, a patrzeli na to, kim, lub jacy są ci ludzie. Zbyt zwracamy uwagę na przypadłości, a za mało na istotę. W istocie, dookoła istnieją ludzie. Niedoskonali ludzie, którzy popełniają błędy, błądzą, czasem są niegodziwi, a czasem prawi. Tak jak Ty, czy ja, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nic z tego chcenia mojego jednak nie wyniknie. Mogę i wolę świat zmieniać od siebie. W podobnym tonie mógłbym mówić o naszych braciach mniejszych. Mogę tylko powiedzieć, że nie jem mięsa. Mam wiele motywacji. Skoro go nie potrzebuję, to wolę nie brać udziału w rzezi zwierząt. Jeżeli, kogoś zainspiruje to, że jako profesjonalny sportowiec nie muszę jeść mięsa i mieć dobre wyniki, to się ucieszę. Jeśli nie, trudno. Nie będę przekonywał. Wolę w tej kwestii dawać przykład.

W sumie odpowiedź podobna, choć faktycznie więcej uwagi przywiązałeś teraz do kwestii zmiany siebie, a nie otoczenia. No wtedy było więcej sarkazmu. Jak wyglądał proces rezygnacji z jedzenia zwierząt?


Nie było tu wielkiego procesu… Chyba. Stopniowo wyłączałem mięso. Później okazało się, że mi go nie brakuje. W Klubie, który prowadzę, zainspirowali mnie moi uczniowie i przyjaciele – Dawid i Karolina. To oni wpłynęli na moją ostateczną decyzję. Nigdy mnie nie indoktrynowali. Można powiedzieć, że wziąłem od nich przykład. Były też inne motywy, ale to dłuższa historia, niż moja umiejętność zwięzłego odpowiadania na pytania.


Przecież lubisz pisać długie posty. Podziel się tą historią. Chyba, że to wymaga napisania kilku tomów?

Lubie pisać, mówić, gdy jest o czym, lub przynajmniej gdy wydaje mi się, że jest o czym i czuję, że chcę. A tutaj, po prostu, szukałem rozwiązań, które pomogłyby mi być bardziej wydajnym w treningu, a jednocześnie budować lepszą formę. Reszta to kwestia moich przekonań, które wciąż ewoluują, a przynajmniej w niektórej materii.

Pamiętasz moment, w którym zacząłeś podchodzić do treningów „na poważnie”. Czyli w taki sposób, aby zmaksymalizować progres. Pamiętasz jakie nawyki musiałeś w sobie zmienić?


Chyba zawsze podchodziłem „na poważnie” do treningów, a może nadto poważnie. Po prostu, zawsze chciałem być najlepszy. Jeśli chcesz być najlepszym, zawsze starasz się trenować tak, by maksymalizować postępy. Czasem Ci się to udaje, a czasem nie. Dawniej, jedynym moim wyznacznikiem była ilość treningów i ciężka praca. Wszystkiego ponad normę. Wiedza nie była tak łatwo dostępna jak dzisiaj, więc wiele rzeczy robiło się „na czuja”, a czasem wychodziło zwyczajnie „na głupa”. Dziś dalej trenuję „na poważnie” choć dużo mądrzej, jednak dalej lubię ten mój „styl wolny” w treningach. Zawsze byłem typem „pracusia”, który nigdy się nie poddaje i wierzy mocno w to co robi, ale nawyki odżywiania, czy zdrowego stylu życia, jak sen i regeneracja, były czymś nad czym musiałem popracować i do dziś nad tym pracuję.

Możesz opisać co po kolei dzieje się z Tobą gdy zbliża się walka. Co czujesz i myślisz dzień przed, godzinę przed, 5 minut przed i gdy jesteś w ringu, patrzysz na rywala i przebijesz mu rękawicę?


Wiesz, to wszystko zależy, czy wszystko jest na swoim miejscu. Są odczucia pożądane i nie. Nie zawsze jest tak samo. Dążymy do tego rodzaju stanu emocjonalnego, psychicznego, jak i fizycznego, który pomoże nam wznieść się ponad wyżyny. Gdy jest ok, to jest ekscytacja i pobudzenie dzień „przed”. Godzinę „przed” zwykle powoli przestawiam się na walkę i wzrasta pewność siebie i pobudzenie, choć ciągle trzymam emocje na wodzy, by się nie „spalać”. Albo robię z siebie wówczas w szatni durnia – zresztą jak zwykle, albo mocno się skupiam. W ringu już jest tunel, czyli spokój i skupienie na walce. Nie ma tu czegoś szczególnego. Praca została wykonana przed wejściem do ringu i idę odcinać kupony.

Jaki jesteś gdy stoisz w narożniku swoich uczniów? Co wydaje się być najtrudniejsze? A co najłatwiejsze?


Kiedyś bardzo się stresowałem, więc byłem kłębkiem nerwów. Wiesz, ten moment u psychopaty, gdy nie może wszystkiego kontrolować hehe Teraz też się stresuję, ale dużo mniej i oddaje im w ręce ich życie. To ich chwila i ich walka. Mogę być przy nich, staram się być oparciem i służyć swoim doświadczeniem. Nie wiem co jest trudne. W każdej walce może być to coś innego. Czasem ktoś się zamyka, odcina od emocji i wiesz, że panicznie się boi i próbuje tą emocję odciąć. Jednocześnie odcina wszystkie inne emocje, więc wychodzi do walki i nic nie czuje. Już wolę by się bał, bo strach może być ogromna siłą, byle był z tym strachem. To jest trudny moment. Łatwe jest gdy wszystko idzie gładko. Rozgrzewka, wychodzisz do ringu, zawodnik ma dobry kontakt z sobą i nawet jeśli nie wygrywa, to walczycie z przeciwnikiem, a nie z demonami w jego duszy. Choć ta walka z demonami duszy chyba rozgrywa się całe nasze życie i to nie jest tylko ring. To nasze słabości, porażki, lęki itd. Każdy chciałby przecież chodzić zawsze w wygodnej koszuli. Czasem ona po prostu gniecie i wymaga prasowania. Czasem jednak to, co trudne, ma większe znaczenie niż to, co łatwe.


Piszesz na swoim profilu, że to Twoje ostatnie Mistrzostwa Świata MuayThai w roli zawodnika. Jednocześnie doszkalana się z treningu siłowego. Chcesz dokonać podmianki?


Nie. Trening siłowy, to moja pasja od bardzo wielu lat. Uwielbiam żelastwo.


Jest coś o co nie zapytałem a chciałbyś o tym powiedzieć?


Wydaje mi się, że nie. Twoje pytania wyczerpały cały zasób mojego słownictwa, a moje myśli czują się okradzione przez Ciebie ze wszelkich moich tajemnic.


Na swoje usprawiedliwienia mam tylko to, że robiłem to z myślą o innych. Dla kogo podziękowania i pozdrowienia?


Dziękuję Tobie za rozmowę, a Agacie za sugestię mojej osoby do niej. Pozdrawiam wszystkich mądrych ludzi, a jako, że wszyscy mamy się za mądrych, to pozdrawiam wszystkich. Nawet siebie.


Kto Ci „zalazł” za skórę na tyle, że życzyłbyś sobie, żebym go nachodził z pytaniem o udzielenie wywiadu?


Jest taki niesamowicie mądry typ, bardzo inteligentny Trener, którego szanuję i cenię jako człowieka, a nazywa się Marcin Stankiewicz z Klubu Husarz Białystok.


Przyjąłem zlecenie. Dzięki za rozmowę. Do zobaczenia w przyszłości.


Dzięki i do zobaczenia.


Podobało się? Zajrzyj na nasze profile…

Marcin Tomczyk / Mariusz Nikodem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *