SPORTOWA AGENCJA WYWIADOWCZA

W skrócie o moim gościu:
Marcin Stankiewicz (Husarz Białystok) – zawodnik i trener Muay thai.


Cześć Marcinie, nominował Cię Marcin Tomczyk, który zrobił to w następujący sposób „Jest taki niesamowicie mądry typ, bardzo inteligentny Trener, którego szanuję i cenię jako człowieka, a nazywa się Marcin Stankiewicz z Klubu Husarz Białystok„. Jak byś się do tego odniósł?


Cześć, nawet nie wiem co powiedzieć. W ten pozytywny sposób, zatkało mnie. Bardzo cenię Marcina jako sportowca, trenera i to dla mnie ogromy zaszczyt. Prywatnie, przeżywam ostatnio trochę trudnych chwil, więc te słowa podniosły na duchu.

Czym wyróżnia się Twoja praca trenerska, że taki doświadczony zawodnik i trener jak Marcin postanowił ją docenić? Jak podchodzisz do kwestii przekazywania wiedzy i wspierania swoich uczniów?


Wiesz, trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Razem z Marcinem jesteśmy praktycznie od początku powstawania struktur boksu tajskiego w Polsce. Wydaje mi się, że to co nas łączy to ciągle poszukiwanie metod doskonalenia naszych zawodników oraz nas samych jako ich trenerów, chęć eksploracji dziedzin, które dają zawsze te kilka procent przewagi. Jest tego tak dużo, że pomimo wielu lat doświadczeń i całkiem niezłych wyników wciąż czujemy się jakbyśmy byli na początku swojej drogi. Z jednej strony pozwala nam to złapać nieco dystansu do naszej pasji. Z drugiej mamy mnóstwo wspólnych tematów przy okazji różnego rodzaju turniejów. 

Jeśli chodzi o moich zawodników czuję się trochę tak jakby były to moje dzieci. Widzisz ich codziennie zmierzających się z własnymi słabościami, zaufali Ci więc chciałbyś dla nich jak najlepiej. Współodczuwasz ich porażki i zwycięstwa, co oczywiście ma swoje plusy i minusy ale to dość szeroki temat. Dlatego też kiedy jest taka możliwość starasz się podnosić swoje umiejętności. Dwa lata temu ruszyliśmy także z programem „Nasi w Tajlandii” pomagając naszym najlepszym fighterom realizację marzeń o treningach w kolebce boksu tajskiego. Właśnie jesteśmy w trakcie realizacji drugiej edycji tego wydarzenia.


Opowiedz coś więcej o tym projekcie.


Każdy kiedyś fantazjował „co by było gdyby udało się wygrać milion w LOTTO”. Jednym z moich wielkich marzeń była podróż z moimi „towarzyszami broni” do kolebki boksu tajskiego – Tajlandii. Chyba każdy ma chwile zwątpienia, ja w swojej znalazłem szansę na realizację tego szaleństwa. Nie mówiłem im tego ale chciałem im podziękować za to że przy mnie trwali. Sporo osób łącznie z chłopakami przyłączyło się w pomoc i zrobiliśmy to! Na miejscu zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci, w jednym z klubów usłyszałem największy komplement w całej karierze trenerskiej, w drugim dostaliśmy propozycję kontraktów zawodniczych dla naszych najlepszych zawodników. Krótko mówiąc dostaliśmy potężnego „kopa do działania” i już wracając myślałem nad kolejną edycją którą właśnie realizujemy. Kilka dni temu jeden z naszych podopiecznych walczył na najsłynniejszym stadionie Muaythai na świecie „Lumpinee Boxing Stadium”, gdzie pokonał swojego przeciwnika przed czasem. Gdzieś w głowie pojawiła się myśl „kolejne marzenie odhaczone”.


Co jest elementem wspólnym oraz jakie są różnice pomiędzy treningiem Muaythai w Polsce, a Tajlandii? Jak walczą Polacy, a jak Tajowie?


Różni nas naprawdę bardzo wiele. Swoje znaczenie na pewno ma hermetyczność Tajów w kwestii adaptacji zdobyczy „zachodnich cywilizacji”. Wszystko bardziej oparte jest o „czucie” niż wyniki badań naukowych. Dlatego też ciężko zauważyć tam jakąkolwiek metodykę jeśli chodzi choćby o planowanie cykli treningowych. Można powiedzieć, że zawodnika utrzymuje się w ciągłym „gazie”, często ma się wrażenie, że na każdym treningu robi się to samo. Treningi są tam z jednej strony bardziej wymagające z drugiej znaczniej monotonne. Jednym to się bardziej podoba, innym mniej… Jeśli chodzi o walki, tu również występują widoczne różnice. Mamy zupełnie inne proporcje, w Polsce walczy się głównie amatorsko tam zawodowo. Ilość oraz długość rund, stopień kontaktu wymusza inną taktykę. Ze względu na dynamikę, wielu osobom walki amatorskie a szczególnie pro-amatorskie mogą się bardziej podobać, są one krótsze, uderzenia mniej „bolą” więc zadawanych jest ich więcej. W Tajlandii wszystko rozkręca się nieco wolniej, nie rzadko walka zaczyna się od trzeciej rundy. Wiele osób łączy ten fakt z momentem zamknięcia zakładów, osobiście uważam też, że jest to nieco bezpieczniejsze dla zawodników podejście. Nie łudźmy się jednak, prawdziwe piękno jest w sporcie zawodowym, to jest ta kwintesencja Muaythai. To tak w dość dużym uproszczeniu.

Czego potrzebuje środowisko Muaythai w Polsce aby szybciej się rozwijać?


Tu mógłbym się narazić wielu osobom więc z niektórymi przemyśleniami wolę się wstrzymać… Nie mniej wyprzedzając Twoje kolejne pytanie, na pewno brakuje nam większej ilości ciekawych walk zawodowych, które w jakiś sposób szerszej publiczności mogłyby pokazać piękno boksu tajskiego. Mamy bardzo fajny produkt brakuje nam jednak osób które pomogłyby go sprzedać. To czego mi osobiście również brakuje to większej komunikacji między trenerami, cyklicznych zgrupowań na których my oraz nasi zawodnicy moglibyśmy wymieniać się doświadczeniami.

Uważasz, że rozwój MMA w Polsce działa na niekorzyść czy korzyść środowiska Muaythai?


Przez wiele lat byliśmy świadkami wojny „kto i dlaczego powinien mieć wyłączne prawa do boksu tajskiego”, to był czas w którym zamiast działać dla wspólnego dobra marnotrawiliśmy energię na konflikty. Gdy wszystko udało się rozstrzygnąć obudziliśmy się w rzeczywistości w której bardziej liczy się MMA. KSW bardzo dobrze wykorzystało moment kiedy było zapotrzebowanie na pełnokontaktowe sporty walki i ciężko się teraz przebić ponad to. Na pewno należałoby się przyjrzeć co pomogłoby nam uzyskać podobną dynamikę wzrostową.

Jakie są Twoje najważniejsze wartości, którymi kierujesz się w życiu?


Najważniejsze… miłość, rodzina, przyjaźń, szacunek dla innych oraz dla samego siebie.

Które z tych wartości starasz się przekazać swoim uczniom?


Kiedyś dużo myślałem o tym, wydawałoby się że celem istnienia klubu są wyniki sportowe, jednak kiedy one przyszły wciąż czegoś brakowało. Moim marzeniem zawsze było stworzenie team’u czyli zespołu wspierających się osób, myślę, że w pewnej mierze udało nam się zrealizować ten plan. Wracając do pytania, swoim uczniom chciałbym przekazać przyjaźń i szacunek dla innych oraz dla samego siebie.


Żyjesz chwilą, czy planujesz?

Staram się planować, ale różnie z tym wychodzi.

Co byś zrobił mając pewność, że uda Ci się to osiągnąć w 100 procentach?


Sportowo, chciałbym kiedyś doczekać się wywalczenia tytułu Mistrza Świata Muaythai IFMA.

Komu chciałbyś podziękować i pozdrowić?


Serdecznie dziękuję Tobie za rozmowę, a Marcinowi za nominację. Pozdrowić chciałbym całą moją rodzinę, zawodników oraz wszystkie pozytywnie nastawione „mordeczki”, które widuje na co dzień.

Kogo chciałbyś nominować do wywiadu?


Kurcze jest kilka osób które darzę dużą sympatią i szacunkiem… Jest jednak osoba, która jako jedna z pierwszych przyszła mi do głowy, chciałbym nominować Pawła Jagusza.


Możesz podać kilka.


Łukasz Radosz – wybitny i bardzo inteligentny zawodnik. Janusz Jankowski – aktualnie numer jeden jeśli chodzi o Polskich trenerów muaythai i K-1. Arkadiusz Wełna – niegdyś „człowiek ulicy” dziś promotor sportów walki, absolutnie jeden z najlepszy organizatorów gal w Polsce.


Zlecenie przyjęte.


Podobało się? Zajrzyj na nasze profile…

Marcin Stankiewicz / Mariusz Nikodem

.

Jestem członkiem programu partnerskiego CENEO.pl