SPORTOWA AGENCJA WYWIADOWCZA

W skrócie o moim gościu:
Sebastian Kotwica – zawodnik MMA.


Cześć Sebastian, chciałbym abyś opowiedział mi swoją historie. Jak wyglądały Twoje początki w sportach walki? Jak postrzegasz to z perspektywy czasu?


Cześć, dzięki za zaproszenie. Na samym początku zaczynałem od zapasów. W 2001 roku poszedłem na pierwszy trening do LUKS Suples Kraśnik i od razu wiedziałem, że będzie to coś, co będę chciał robić przez najbliższe lata. Już jako mały chłopak złapałem zajawkę na tą dyscyplinę. Rok później zdobyłem pierwszy medal. Kategoria do 29 kilogramów, więc trochę czasu i kilogramów temu to było… Miałem wtedy dziesięć lat, ale pierwsze sukcesy i treningi wspominam bardzo dobrze. Pozwoliło mi to na zbudowanie świetnego zaplecza pod sport, którym się teraz zajmuję, czyli MMA. Często widać, jak zawodnicy z innych krajów dominują w tej płaszczyźnie, jednak trenując obecnie w JacksonWink MMA czuję się bardzo dobrze w zapasach i wiem, że jest to moja mocna strona, ale też cały czas sukcesywnie ją szlifuję. Z perspektywy czasu oceniam to oczywiście jak najbardziej na plus. Rozpoczęcie zapasów w wieku 9 lat pozwoliło mi zyskać ogromne doświadczenie, które teraz procentuje.

Wiem o Twoich treningach w Jackson Wing MMA. Widziałem na Vlogu Alberta Odzimkowskiego. Za moment wrócę do Ciebie, ale chcę zapytać jak widzisz debiut Damiana Janikowskiego, który też wywodzi się z zapasów (styl klasyczny)?


Wiadomo, że zapaśnik zawsze będzie kibicował zapaśnikowi. W tym przypadku też tak jest. KSW rzuciło Damiana na głęboką wodę, bo tak naprawdę nie ma doświadczenia w klatce, wyjdzie przed ogromną publicznością, jest mocnym faworytem. Presja jest na nim, nie na przeciwniku. Wiele osób czeka na jego debiut. Nie oglądałem walk rywala Damiana, ale ma już kilkanaście starć za sobą, doświadczenie zbierał po międzynarodowych arenach i często w takich starciach widać przewagę stoczonych pojedynków. Niedoświadczony zawodnik może się podpalić, zostać trafiony, zostawić gdzieś głowę do duszenia czy rękę do poddania i jest po walce. Zresztą podobnie było w mojej pierwszej walce. Tam co prawda rywal nie był bardzo doświadczony, jednak ja się trochę podpaliłem i zostałem poddany trójkątem. Myślę jednak, że z takimi sparingpartnerami i trenerami, jakich ma Damian, da on radę i skończy rywala przed czasem.


Jaka płaszczyzna była dla Ciebie najtrudniejsza do opanowania? Jak sobie z nią radziłeś i co z perspektywy posiadanego doświadczenia zrobiłbyś teraz inaczej z kontekście treningu?


Najtrudniej dla mnie było opanować techniki uderzane i kopanie oraz to, żeby ciężar ciała nie przenosić tylko na przednią nogę, tak jak jest to w zapasach. Zmiana moich nawyków zajęła mi najwięcej czasu. Czasami też łapię się na tym, że ręce automatycznie nie wracają mi pod brodę. Cały czas pracuję nad tym, żeby ktoś za jakiś czas mógł powiedzieć, że jestem dobrym strikerem. Najważniejsze dla mnie jest teraz to, żeby być kompletnym zawodnikiem MMA. Techniki w parterze przychodzą mi szybko, jednak potrzebował czasu żeby nie pakować się w niebezpieczne sytuacje dla mnie, czyli nie zostawiać rąk na macie w gardzie, uważać na gilotyny przy obaleniach i nie oddawać pleców, tak jak w zapasach. Kawał pracy i potu zostawiłem już na macie, cały czas zostawiam i będę zostawiał. Wszystko po to, żeby stać się lepszym. To dopiero kropla w morzu, w porównaniu do tego, co muszę jeszcze wypracować. Człowiek uczy się całe życie i tylko głupcy myślą, że mam dobre zapasy czy parter i już nie muszę go trenować. Zawsze można coś poprawić. Z perspektywy czasu warto przykuwać więcej uwagi na rozciąganie. Dużo pomaga to w walce, czasem lepiej być gibkim i mieć dobry timing, niż robić siłę czy biegać.


Kraśnik nie jest dużym miastem, więc pewnie wieści o Twoich osiągnięciach szybko się rozchodziły. Miasto Cię wspiera. W którym momencie pojawiła się pomoc miasta? Przed czy po sukcesach?


Za czasów, gdy zajmowałem się tylko zapasami, to dostawałem od miasta pomoc w postaci stypendiów za osiągnięcia sportowe. Przez lata pomagało mi to w rozwoju, jednak kiedy przeszedłem do MMA i poświęciłem się tylko mieszanym sztukom walki, to przez moment była cisza. Doszła do tego zmiana burmistrza i kilka innych czynników, które spowodowały, że przez pewien czas nie dostawałem żadnej pomocy. Ostatnio się to jednak zmieniło, miasto Kraśnik mocno doceniło moje ostatnie wygrane walki oraz to, że przez cały czas reprezentuję swoje miasto. To dla mnie bardzo ważne, bo Kraśnik był, jest i będzie w moim sercu. Dzięki takiemu wsparcie mam również dodatkową motywację do jeszcze cięższej pracy. W tym miejscu chciałbym podziękować za wiarę we mnie i dotychczasową pomoc.

Gdybyś nie zajmował się sportami walki to jaką wybrałbyś drogę?


Byłbym piosenkarzem, sprzedawał hurtowo kotwice albo mył okna w wieżowcach na specjalnych linach… Oczywiście żartuję, tak naprawdę to ciężko powiedzieć. Od małego byłem bardzo aktywny, prawie zawsze spędzałem aktywnie czas, czy to grając w piłkę, czy pomagając rodzinie. Bardzo szybko znalazłem swoją drogę życia, którą początkowo zaczęły być zapasy, a z czasem stało się nią MMA. Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Zapasy i MMA są jednak takim sportami, że prędzej czy później złapałbym zajawkę do tych dyscyplin i robił wszystko, żeby rozwijać się w tym kierunku. Obecnie nie mogę sobie wyobrazić, że mógłbym robić coś innego w życiu.

Najmniej istotna rzecz, którą ludzie się przejmują a nie powinni to…?


Krytyka ze strony innych osób. Niestety niektórzy mają tak, że złe słowa wypowiedziane przez innych potrafią dosłownie zablokować do dalszych działań. Wiele talentów może być zmarnowanych przez czyjeś kilka zdań. Oczywiście konstruktywna krytyka powinna być przyjęta przez każdego na klatę, jednak często jest tak, że krytyka rodzi się z zazdrości drugiej osoby. Jeszcze gorzej, gdy dana osoba nas nie zna. Dlatego najlepiej się tym po prostu nie przejmować. Przez cały czas dążyć do realizowania swoich marzeń, nie zwracać uwagi na to, co mówią inni i robić swoje. Nikt za nas o niczym nie powinien decydować.

Utrzymujesz znajomości z osobami z poza kręgu sportowego? Jak znajdujesz na to czas?


Jak najbardziej, chociaż musisz uwierzyć, że jest o to bardzo ciężko. Rano swoje przygotowania, później treningi personalne, wieczorem zajęcia z osobami, które trenują w Szkole Walki Drwala. Czasami ciężko znaleźć czas na spokojne zjedzenie obiadu, a co dopiero utrzymanie znajomości z osobami z poza kręgu sportowego. O każdą znajomość trzeba jednak dbać, bo to jest bardzo ważne. Później widzę wsparcie ze strony tych osób – co by się nie działo, czy to wygrana, czy przegrana. Właśnie wtedy słowo bliższych czy dalszych znajomych sprawia, że człowiekowi jeszcze bardziej chce się żyć i to motywuje. Nie można myśleć tylko o sporcie, trzeba też dbać o to, co było przed tym, kiedy zaczęliśmy się zajmować sportem oraz co będzie po tym, gdy już nie będziemy tacy sprawni. Z kimś trzeba będzie porozmawiać.

Komu byś chciał najbardziej podziękować i za co?


Najwięcej zawdzięczamy sobie i swojej wytrwałości i wierzę w to, że jak czegoś bardzo się chce, to można to osiągnąć. Wystarczy tylko się poświęcić i ustawiać to na celowniku. Startowałem z ciężkiej pozycji bez środków na sprzęt treningowy czy odżywki. Rodzice nie dokładali mi do niczego. Wręcz przeciwnie, mój ojciec to zaawansowany alkoholik bez roboty od dziesięciu lat, a mama była ciężko chora. Opiekowałem się nią dopóki żyła. Na wszystko musiałem zapracować sobie sam, między innymi na budowie. Nie miałem wsparcia w nikim. Zwłaszcza po pierwszej przegranej walce MMA. Był to szczególnie ciężki okres dla mnie. Skończyłem liceum, stypendium się skończyło i trzeba było iść do pracy, żeby zarabiać na chleb. Cieszę się jednak, że zaryzykowałem, wziąłem urlop w pracy i pojechałem na obóz MMA, gdzie poznałem Tomasza Drwala. Wtedy moja furtka się otworzyła. Bardzo dużo zawdzięczam Tomkowi, przede wszystkim za poświęcony czas i możliwość pracy w klubie. Na początku były to pojedyncze zajęcia z zapasów, dodatkowo praca w jego starym klubie, czyli mycie maty, sprzątanie, zbieranie karnetów, dyżur na recepcji i tak dalej. Naprawdę dużo mu zawdzięczam. Z kolejnymi walkami wszystko zaczęło iść w dobrym kierunku, chodzi także o ilość prowadzonych zajęć i mój rozwój, jako trener. Jacek Sarna był osobą, która wciągnęła mnie w MMA. Poznał mnie z Tomkiem i dał możliwość zawalczenia na gali TFL, za co jestem mu również wdzięczny. Podziękowania należą się także moim trenerom zapasów z Kraśnika. Aleksander Płatek i Yaroslaw Kozak, bo to dzięki zapasom na takim poziomie mam przewagę nad swoimi rywalami. Kolejną osobą jest mój menedżer, Kamil Zawarski, który dużo mi pomaga i myśli tylko, co zrobić, żebym był najlepszy na świecie – załatwia między innymi wyjazdy do USA, sponsorów i tak dalej.


Podziękowania kieruję również do sponsorów, którzy wspierali mnie lub wspierają. Wiadomo, że rotacja tych firm jest dosyć duża, aczkolwiek dziękuję za wspierania mnie w każdym kroku mojej kariery. Obecne firmy to sponsor główny, z którym współpracuję już od dwóch lat, czyli R8 Stacje Paliw. Od niedawna także Spektral i również Pazoo oraz Olimp Sport Nutrition. Dziękuję moim przyjaciołom, którzy jeżdżą na walki, wspierają i wierzą we mnie. Ostatnio najbliżsi zorganizowali między sobą dodatkowe środki dla mnie na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, bym mógł się przygotować jak najlepiej. Na końcu chciałbym podziękować mojej dziewczynie, Klaudii Burkot, z którą jestem od roku. Daje mi dużo szczęścia, wspiera mnie i mówi „dasz radę” wtedy, gdy jest ciężko. Chce dla mnie jak najlepiej i mocno wierzy w to, że mogę być najlepszy. Z podziękowań to wszystko, duża i nieduża pomoc z zewnątrz. Gdyby nie głos w środku, który podpowiadał, żeby zaryzykować, to wszystko by się nie rozwinęło.


Jakie jest Twoje motto życiowe?

Im więcej potu na treningu, tym mniej krwi na ringu Życie jest jak bumerang – wszystko to, co robisz, do ciebie wraca.

Kogo chciałbyś nominować do kolejnego wywiadu?


Albert Odzimkowski. Na pewno fani chcą się dowiedzieć, jak to było z kontuzją, przez którą nie mógł zawalczyć, jak to się stało, za ile wróci do klatki…

5 cech które najbardziej cenisz w ludziach i dlaczego?


Pracowitość, szczerość, uczciwość, uprzejmość, bezinteresowna pomoc słabszym, biedniejszym. Po prostu bycie dobrym człowiekiem. Ciężko odpowiedzieć dlaczego akurat te cechy, w każdym bądź razie chciałbym otaczać się takimi ludźmi.

Podobało się? Zajrzyj na nasze profile…

Sebastian KotwicaMariusz Nikodem

.

Jestem członkiem programu partnerskiego CENEO.pl